Piraci a Prawo (is)


              Przyjrzyjmy się jak współcześni postrzegali pirata. Dostrzeżemy ewolucję pojęcia w ówczesnym prawodawstwie. W XVI wieku rządy Anglii, Francji i Holandii nie przejmowały się zbytnio ciągłymi skargami Hiszpanów. Przez pierwsze półwiecze XVII wieku prawo milczy na temat piratów. Pierwszych bukanierów traktowano jak kolonistów, a ich działania jako zaczepną obronę przed Hiszpanami. Byli swego rodzaju najemnikami, np. z ich pomocą Robert Venables zajął w 1655 roku Jamajkę, co do dziś bywa przedstawiane w literaturze jako sukces angielskiej armii. Za łupieżcze najazdy na Hiszpanów można było trafić wówczas do sądu tylko kiedy nie podzieliło się zyskami z władzami. Doświadczył tego Christopher Myngs oskarżony w roku 1659 o malwersację, gdyż przed powrotem ze swej wyprawy na Jamajkę, rozdzielił cały łup wśród swych ludzi . Dopiero w roku 1660 po raz pierwszy pojawiło się w języku angielskim słowo privateer, określające działalność bukanierów jako korsarzy. Sytuację zmienił rok 1670 i podpisanie Traktatu Madryckiego. Po uzyskaniu potwierdzenia prawa do zajętych ziem, kolonialnym rządom zaczęło zależeć na utrzymaniu pokoju z Hiszpanami, bukanierzy zaś okazali się być problemem. Dopiero po roku 1670 piractwo powoli wpisało się w świadomość społeczną. W oficjalnych sprawozdaniach angielskie słowa corsair i privateer stały się równoznaczne z pyrate. Pierwszym sygnałem nadchodzących zmian było odwołanie i aresztowanie gubernatora Thomasa Modyforda z Jamajki, pobierającego 10% zysku z pirackich łupów . Kolejny gubernator rozpoczął walkę z piratami. Problemem był Henry Morgan, który w tym samym roku zniszczył Panamę. Po zawarciu pokoju z Hiszpanią, rząd angielski nie mógł pozostać obojętny na ten czyn. Morgan popłynął zatem do Anglii, gdzie został na pewien czas wtrącony do lochu. Powtórzył się jednak casus Drake'a. Karol II ułaskawił Morgana i nadał mu tytuł szlachecki. Sir Henry został mianowany wicegubernatorem Jamajki i otrzymał zadanie wyłapania swych dawnych kompanów. Późniejsze relacje słane przez niego do Londynu świadczą, iż do zadania tego podszedł poważnie . Prawdziwym problemem był jednak fakt, iż większość piratów w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XVII wielu legitymowała się listami kaperskimi wystawionymi w Petit Guaves. Ta francuska kolonia leżąca na południowo zachodnim krańcu Hispanioli, zwanej przez Francuzów Saint-Domingue, czuła się zagrożona ze strony Hiszpanów, którzy zajmowali połowę wyspy. Dla własnej obrony w Petit Guaves rozdawano zatem listy kaperskie, zaś piraci szeroko je interpretowali. Byli źródłem ciągłych konfliktów z Hiszpanami, jak donosił jedne z mieszkańców Martyniki . Markiz de Maintenon skonfiskował w roku 1681 listy wszystkim napotkanym filibustierom, o czym informował ministra Colberta, były to jednak rzadkie działania. Politykę rozdawnictwa kontynuowano do roku 1697, kiedy to w traktacie z Ryswick Francja uzyskała od Hiszpanii uznanie podziału wyspy na dwie części. W latach osiemdziesiątych XVII wieku stało się jasne, iż dotychczasowe próby ograniczenia piractwa były nieskuteczne. Nie pomagało wysyłanie licznych napomnień do kolonii, aby gubernatorzy nie udzielali żadnej pomocy, nie dawali szansy na ucieczkę piratom, tylko zrobili wszystko co możliwe, aby ich schwytać. Nawet jeśli w końcu udawało się postawić pirata przed sądem, wciąż dominowało postrzeganie jego osoby i czynów przez pryzmat minionych lat. Zwalniano go, gdyż walczył z Hiszpanami broniąc kolonii. Świadomość społeczna ulegała jednak powolnej przemianie. Ukazało się dzieło Esquemelinga, a opisane tam wstrząsające sceny z życia piratów poruszyły opinią publiczną. Ludzie uświadomili sobie, jak piractwo wygląda naprawdę. Zmieniła się opinia o bukanierach, szczególnie o sir Henry'm Morganie. Zaczęto wnikliwie sprawdzać listy kaperskie. Bartholomew Sharp stanął przed sądem trzykrotnie, gdzie nakazano dokładnie go przesłuchać, jeśli zaś jego odpowiedzi nie będą satysfakcjonujące ma być osadzony jako pirat i sprowadzony na proces do Anglii.

              Jedną z rzeczy paraliżujących skuteczne zwalczanie piractwa było obowiązujące w Anglii od XIV wieku prawo zwyczajowe, wyjmujące piractwo spod jurysdykcji sądów cywilnych i przekazujące jego sądzenie Sądom Admiralicji. Stale obradowały one jedynie w Europie, do amerykańskich kolonii specjalne ławy sędziowskie przybywały co kilka lat. Często nie opłacało się więc więzić piratów i ponosić kosztów ich utrzymania do czasu przybycia sądu. Jeśli piratów sądziły sądy cywilne, Admiralicja uznawała wyrok za nieważny i najczęściej uniewinniała oskarżonego . Przez cały wiek XVII przed oblicze Sądu trafiali więc jedynie sławni piraccy kapitanowie. Dlatego do Anglii popłynęli Myngs, Morgan i Sharp. Procesy z rzadka obejmowały pirackie załogi. Sytuację tę zmienił rok 1700 i sprawa Williama Kidda. Gdy zajął dwa okręty należące do Kompanii Wschodnioindyjskiej, ta zażądała by ogłosić go piratem. W swojej ciekawej pracy R. C. Ritchie ukazuje nam jak wiele zmieniło się w pojmowaniu piractwa od kiedy Kidd opuścił Nowy Jork w roku 1696. Gdy powracał pod koniec 1699, atmosfera zmowy milczenia i obojętności wobec piractwa była już przeszłością. Kiedy wyszło na jaw, iż jego ekspedycję sfinansowali politycy torysów, wigowie podnieśli hałas. Wybuchła potężna polityczna burza, w której Kidd był jedynie pionkiem. Obie strony prześcigały się we wzajemnych oskarżeniach, drukowano liczne pamflety w których przedstawiano torysów jako popierających piractwo. Ci natychmiast zaczęli udowadniać, że jest inaczej. O ile do tej pory brakowało jakiegokolwiek antypirackiego prawa, teraz je uchwalono. Powstrzymanie piractwa stało się kwestią politycznego przetrwania. W roku 1701 Parlament ustanowił stałą działalność Sądów Admiralicji we wszystkich koloniach, łącznie z Afryką i Karaibami. Odpowiedzialność za piractwo ponosili już nie tylko kapitanowie, ale również ich załogi. W ten sposób, chociaż sprawę Kidda wyciszono "gubiąc" niewygodne dokumenty, rok 1701 stał się początkiem antypirackich represji na szeroką skalę.

              Anglia była jedynym krajem, w którym skodyfikowano walkę z piractwem. Zreformowane Prowincje Holandii w wieku XVIII zaczęły przeżywać regres i często podejmowano z piratami współpracę w koloniach, najmując ich na swą służbę. Francja czyniła ich korsarzami. W obydwu tych krajach jeśli dochodziło do walki z piratami, najczęściej odbywały się sądy doraźne. Do tradycyjnych kar należało przeciąganie pod stępką, zrzucanie na linie z rei do wody, przybijanie gwoździem dłoni do masztu, chłosta, czy też zakucie w kajdany o chlebie i wodzie , zaś schwytanego Edwarda Lowa Francuzi powiesili od razu na maszcie. Hiszpanie początkowo traktowali bukanierów jako niegroźne zjawisko i potrafili puszczać ich wolno. Z reguły zmuszali schwytanych do niewolniczej pracy, jeśli wcześniej ich nie zabili. Z czasem na okręty wysyłane w pościg za piratami zaczęto przydawać kata . Prawo nie obowiązywało: w mieście zbudowano już szubienicę, na której następnego dnia bez żadnego procesu sądowego miano go powiesić (Bartholomew Portuguesa ). Renegatów taki los spotykał od razu, Esquemeling wspomina, że gdy między piratami znaleziono dwóch Hiszpanów, natychmiast ich rozstrzelano .
              Żadne z powyższych państw nie skodyfikowało walki z piratami. Dlatego warto przyjrzeć się bliżej XVIII wiecznym angielskim ustawom antypirackim, będącymi jedynymi tego rodzaju .
W ich świetle piractwem było atakowanie bez prawdziwego listu kaperskiego, bądź wykroczenie poza zawarte w nim uprawnienia i co ważne uczynienie tego na morzu. Bowiem zgodnie z definicją piractwa dokonywano tylko i wyłącznie super altum mare, zatem możemy o nim mówić jedynie w przypadku napadów na statki. Wszelkie ataki na lądzie, włączając w to zaatakowanie okrętu stojącego w porcie, zgodnie z prawem zwyczajowym określano jako rozbój i rabunek.
              Prawne zdefiniowanie piractwa z pewnością ułatwiło z nim walkę. Najważniejsza było jednak zmiana podejścia do niego, ciągle bowiem pozostawało wiele luk. Szczególne problemy sprawiał paragraf odnoszący się do listu kaperskiego. Obrońcy Williama Kidda usiłowali udowodnić, iż ponieważ takiego używał, należy sądzić go nie jako pirata, a korsarza, który przekroczył nadane mu uprawnienia. Z kolei członkowie jego załogi twierdzili, że przez cały czas wykonywali rozkazy swego kapitana w dobrej wierze, gdyż wiedzieli, iż działa na mocy królewskiego nadania . Nie sprzeciwiali mu się, bowiem byłoby to naruszeniem dyscypliny. Uzyskali od sądu odpowiedź, iż słuchanie kapitana na mocy listu było zgodne z prawem, lecz działanie wyraźnie bezprawne już nie. Pirat bowiem jest osobą, która nie działa pod żadnym przymusem czy nakazem, łamie instrukcje zawarte w liście i ich nie wypełnia, a kieruje nim jedynie jego własna i nieprzymuszona wola
               W prawie nierozwiązany został problem jurysdykcji. Sąd Admiralicji mógł sądzić jedynie zbrodnie popełnione w obrębie kolonii w której się zbierał; wyjątkiem był tu sąd w Londynie. Jednakże prawo zezwalało na natychmiastowe powieszenie na fokmaszcie pirata, jeśli został schwytany na gorącym uczynku, bądź też osądzenie go w najbliższej osadzie . W ten sposób w zwołanym naprędce sądzie w Gwinei, oskarżono piratów z załogi Bartholomew Robertsa jako zdrajców, rozbójników, piratów i pospolitych wrogów rodzaju ludzkiego . Oskarżenie objęło jedynie przestępstwa popełnione na terenie kolonii; zatem piratem był ten, kto 10 II 1722 roku stawił czoła okrętowi Royal Navy H.M.S. Swallow, kto walczył pod czarną banderą używaną pospolicie przez rabusiów, zdrajców, przeciwników i gwałcicieli Prawa, i co najważniejsze zrobił to z własnej, nieprzymuszonej woli . Wszyscy piraci skorzystali z szansy dawanej przez ostatni punkt i twierdzili, iż do uprawiania piractwa zostali zmuszeni przez Robertsa. Sąd dał wiarę 2 z 89 oskarżonych. Wolna wola była jednakże najważniejsza, bowiem sąd abstrahując od tej konkretnej sprawy określił również kim jest pirat: ochotnikiem, nieprzymuszenie rabującym inne statki i biorącym udział w podziale łupu.

              Stosowana w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych taktyka walki z piractwem nie odniosła skutku. Problem leżał głównie w ludzkiej mentalności, gdyż piraci pozostawali wciąż bohaterami walczącymi z Hiszpanami. Czy to jednak oznacza, że nie podejmowano starań wyjścia z impasu? Zachowane dokumenty ukazują nam, iż było inaczej.
              Przypadek Morgana pokazał, że piratów można kupić oraz zatrudnić do chwytania innych piratów. Takie więc działania zdeterminowały angielską politykę antypiracką na najbliższą dekadę. Specjalne listy zezwalały na chwytanie Indian i Piratów. Na Jamajce rozdawano nadania uprawniające okaziciela do ścigania określonych piratów. I tak np. kapitan Mitchell otrzymał rozkazy, by aresztować kapitana Bannistera . Łowców pojawiło się jeszcze wielu, został nim również Bartholomew Sharp, choć jednocześnie nie zrezygnował z uprawiania piractwa. Gdy udało się złapać pirata, lądował on w więzieniu w oczekiwaniu na zebranie dowodów przeciwko niemu , co teoretycznie mogło trwać w nieskończoność. Niewiele mogło jednak zmienić chwytanie samych pirackich przywódców, wobec braku zbiorowej odpowiedzialności. Nie oznacza to, iż wcześniej szeregowi piraci mogli czuć się bezkarni. Często osadzano ich w więzieniu, by na wolność wypuścić dopiero po dłuższym czasie, pozbawionych znalezionych przy nich łupów. Taki los spotkał choćby Lionela Wafera. Było to błędne koło, gdyż piraci powracali do swego zajęcia, pragnąc powetować sobie straty. Bardzo rzadko udawało się doprowadzić do procesu, pomimo tego gubernatorzy, tacy jak sir Henry Morgan, próbowali tak uczynić. Gubernator Molesworth znalazł jeszcze inny sposób. Z czterech schwytanych piratów wypuścił trzech, zaś jednego stracił, mając nadzieję, że jego los posłuży za przykład pozostałym.

              Największą bolączką tamtych czasów była nieuczciwa administracja kolonialna, najczęściej przymykająca oczy na piracką działalność w zamian za łapówki. Jeśli władze były uczciwe, problemem okazywali się sami mieszkańcy kolonii. Gubernator Bermudów skarżył się iż mieszkańcy kolonii wypuścili schwytanych przez niego piratów. Gubernator Północnej Karoliny otrzymał oficjalne gratulacje z powodu wykonywania antypirackiego aktu, z jednoczesną sugestią by spróbował aresztować na jego podstawie współdziałających z piratami mieszkańców kolonii. Gubernatorzy niestety niewiele mogli zdziałać poza terenem swojej jurysdykcji. Nie dysponowali także statkami mogącymi posłużyć do ścigania piratów. W sukurs przychodziły im Marynarki Wojenne, jednak te nie miały ochoty na zazwyczaj krwawe potyczki z piratami, którzy przyciśnięci do muru bronili się zaciekle. Zdarzało się, że kapitanowie udawali, iż nie dostrzegają pirackich statków. Dopiero, w roku 1687 angielskim gubernatorom udało się doprosić o przysłanie specjalnej eskadry do walki z piratami.
              Hiszpanie usiłowali przeciągnąć wroga na swoją stronę, gdyż jak zauważył Johnson powinno się posłać piratów za innymi piratami, bo tylko oni mogą ich złapać, gdyż jak mówi przysłowie, by złapać złodzieja potrzebny jest złodziej. Hiszpanie często usiłowali skaptować Anglików, Francuzów i Holendrów, aby walczyli przeciw swoim pobratymcom. I tak np. kapitan Bond zdradził wyprawę na Morze Południowe w roku 1680 i pomagał Hiszpanom, a niejaki kapitan Beare początkowo posługiwał się listem kaperskim z Nevis, by później zacząć używać innego, wystawionego przez gubernatora Havany i walczyć ze swoimi, Johnson wspomina zaś o osobniku zwanym Turn Joe, który dawniej był angielskim piratem, i stał się hiszpańskim korsarzem krążącym po Bahamach. Hiszpanie stosowali także inne metody. Kiedy stało się jasne, że guarda de la costa nie radzi sobie z problemem, Hiszpania zaczęła rozdawać własne listy kaperskie. Hiszpańscy piraci atakowali żeglugę przeciwnika. Szeroko znany stał się pirat Manuel Pardal Rivero, który wyzwał na pojedynek Henry'ego Morgana. Walkę z wrogiem podjęli również Biskajczycy, czyli hiszpańcy marynarze z Zatoki Biskajskiej. Ścigali i tropili zaciekle piratów, a wraz z nimi wszystkich Anglików, Francuzów i Holendrów na Karaibach, na zlecenie swego rządu, zadowalając się zyskiem w postaci zdobytego łupu. Gubernator Barbados donosił w roku 1688, iż Biskajczycy szkodzą bardziej handlowi angielskiemu dużo bardziej niż kiedykolwiek czynili to piraci. Nie tylko rabują nasze statki, lecz również zabijają wszystkich ludzi. Napadnięci mieli szczęście, jeśli nie zostali potraktowani po barbarzyńsku, a po prostu zostali sprzedani do niewoli. Pomimo panującego oficjalnie pokoju na Karaibach płonęło i jak skarżył się gubernator Antigui: Podczas gdy my ścigamy naszych piratów, Hiszpanie i Francuzi nie robią nic, aby powstrzymać swoich. Wszystkie kolonie do walki z piratami używały również swoich wojsk, lecz w tamtym okresie na Karaibach były one jedynie dość przypadkową zbieraniną. Hiszpanie mieli więc w zwyczaju wystawiać strażników pilnujących, czy piraci nie nadciągają od strony lądu, bądź morza. Mieszkańcy miast mieli czas ukryć swe dobra i przygotować obronę.

              Piratów starano się ścigać i zwalczać, choć zwalczanie piractwa utrudniała także funkcjonująca przez cały okres lat 1630-1740 instytucja amnestii. Zazwyczaj ogłaszano je w formie publicznej proklamacji.
Dawały piratom czas na porzucenie profesji aż do określonej daty, po której zapowiadano ściganie pozostających przy zawodzie. Amnestie obejmowały wszystkich piratów, z rzadka wyłączano niektórych imiennie, jak Avery'ego czy Kidda. Jednakże nie zmniejszały zjawiska, gdyż kalkulacja piratów była prosta: należało zdobyć łupy, a potem zaczekać na amnestię, by móc porzucić piractwo i żyć w dobrobycie. Dlatego z królewskiego pardonu zaoferowanego przez Woodesa Rogersa w New Providence skorzystali tylko weterani zawodu, a pozostali z Charlesem Vane'm uciekli z wyspy. Piraci Thomasa Anstisa nie mogąc doczekać się amnestii, posłali do Londynu list z zapytaniem, kiedy mogą się jej spodziewać. Tak więc z amnestii pożytek był niewielki, miejsce opróżnione przez jednych piratów zajmowali następni. Zawsze też mogło się zdarzyć, iż kolonialne władze amnestię zignorowały, tak jak uczynił to sir Robert Holmes aresztując Lionela Wafera i Edwarda Davisa, bądź też gubernator De Cussy tłumaczący później, iż nieprawdą jest jakoby uwięził i ukarał piratów, którym udzielono amnestii.

              Zmiana w prawodawstwie nastąpiła w roku 1700. Jeszcze w tym samym roku w Londynie powieszono 20 piratów, w tym Kidda. Wciąż utrzymano wydawanie listów gończych za poszczególnymi piratami. Bez wątpienia najważniejszym czynnikiem, który wpłynął na dalsze ograniczenie piractwa, stały się jednak masowe procesy i częste egzekucje. A oto zestawienie najważniejszych i największych:

DATA

KTO

MIEJSCE EGZEKUCJI

Maj 1701

William Kidd i 8 piratów

Londyn

Maj 1701

24 francuskich piratów

Londyn

Czerwiec 1704

Kapitan Quelsh i 6 piratów

Boston

Lato 1705

Kapitan Green i 16 piratów

Edynburg

Październik 1717

7 piratów z załogi Bellamy'ego

Boston

Marzec 1718

13 piratów z załogi Teacha

Wirginia

Październik 1718

Stede Bonnet i 30 piratów

Charleston

Grudzień 1718

John Augur i 7 piratów

New Providence

Listopad 1719

Charles Vane i 1 pirat

Jamajka

Listopad 1720

Jack Rackham i 9 piratów

Jamajka

Marzec 1722

52 piratów z załogi Robertsa

Afryka

Maj 1722

Kapitan Luke i 40 piratów

Jamajka

Lato 1723

Kapitan Finn i 4 piratów

Antigua

Lipiec 1723

Kapitan Harris i 25 piratów

Rhode Island

Marzec 1724

11 piratów z załogi Lowthera

St Kitts

Maj 1724

Kapitan Archer i 1 pirat

Boston

Maj 1725

John Gow i 1 pirat

Londyn

Lipiec 1726

William Fly i 2 piratów

Boston

Lipiec 1727

John Prie

Londyn

Walka z piratami nasiliła się po 1700 roku, a kolejne procesy przynosiły nowych skazanych. W załodze Robertsa powieszono 52 ludzi. 37 powędrowało do więzienia, z czego 20 zostało skazanych na 7 lat ciężkich robót w kopalniach, 17 pozostałych popłynęło do więzień w Anglii, zaś 2 uniewinniono, najprawdopodobniej tylko po to, aby wcielić ich do Royal Navy .Jak widzimy średnio w jednym tylko życie traciło średnio kilkudziesięciu piratów, jak choćby w przypadku Edwarda Lowa, gdy na śmierć powędrowało ich 25. W ten sposób w latach 1716-20 powieszono około 500-600 piratów.
Po wykonaniu wyroku sąd pragnął uczynić ze skazanych przykład odstraszający innych. Prawo Admiralicji zalecało, by po ściągnięciu ciała z szubienicy przywiązać je do słupa tak, aby morska fala zatopiła je trzy razy, następnie zaś owinąć ciało łańcuchami i zamknąć w żelaznej klatce. Później wystawiano je na widok publiczny w dobrze widocznym miejscu, jak np. na nabrzeżu Tamizy w Londynie, Wzgórzu Szubienicznym w Port Royal, czy Hogg Island naprzeciwko Charleston. Zwłoki wisiały przez wiele lat, dopóki nie zgniły i nie zaczęły się rozpadać, co trwało długo, gdyż uprzednio były smołowane. Zwłoki
Kidda przez wiele lat wisiały w Tilbury nad Tamizą w charakterze przestrogi. Podobny los stał się udziałem Vane'a, Finna, Archera, Gowa, Fly'a czy Rackhama. Ciała szeregowych piratów przeważnie palono.

              Wiemy już jak w praktyce wyglądało zwalczanie piractwa; pora zatem sprawdzić co sądzili o tym najbardziej zainteresowani. Postawmy w tym miejscu pytanie: na ile właściwie piraci czuli, że są piratami?
Pierwszych bukanierów tak nie postrzegano, trudno więc uważać by i oni uważali się za piratów. Wiemy, że długo traktowano ich jako siłę skutecznie wiążącą Hiszpanów. Jeszcze w latach siedemdziesiątych XVII wieku karaibscy gubernatorzy niezbyt przychylnie odnosili się do procesów. Podejście takie zmieniało się powoli, gdy Du Casse został w roku 1681 gubernatorem Petit Guaves zaczął na nie niechętnie pozwalać. Karaibscy piraci zapewne przyjęli zmianę sytuacji ze zdziwieniem. Nagle zaczęto oskarżać ich o czyny, do popełniania których wcześniej byli zachęcani. Większość z nich nie umiała odnaleźć się w nowej sytuacji, zwłaszcza gdy okazało się, że prawo niekoniecznie określa wszystkich posiadaczy listów kaperskich jako korsarzy. Władze zaczęły wnikliwie badać korsarskie patenty. Zachowane dokumenty ukazują nam, że część piratów nie uświadomiła sobie, iż w świetle zaistniałej antypirackiej polityki przestano uważać ich za korsarzy. Kapitan Chinn publicznie przechwalał się, że obrabował kilka kościołów i nie rozumiał czemu obecny przy tym oficer Royal Navy nazywa go łotrem i piratem. Doprowadzony do sądu mógł zaprzeczyć temu co wcześniej powiedział, a wcześniejsze słowa nie wystarczyły za dowód.
               W latach osiemdziesiątych XVII wieku zmieniło się postrzeganie piractwa zarówno w społeczeństwie, jak i w prawie. Bukanierzy odkryli, iż stali się piratami. Wciąż jednak nie traktowano ich jeszcze z surowością. Bartholomew Sharp na swoim kolejnym procesie w roku 1687 dostał sześć dni na przygotowanie skutecznej obrony. W XVIII byłoby to już niemożliwe. Sharp zdając sobie najwyraźniej sprawę, iż tym razem ma niewielkie szanse, usiłował wzorem Christophera Myngsa wziąć udział w przewrocie politycznym. Choć opowiedział się po właściwej stronie, niewiele mu to pomogło, gdyż presja by powstrzymać piratów była coraz silniejsza. Tym razem uznano go winnym piractwa, lecz nie był to bynajmniej koniec jego kariery.

W latach osiemdziesiątych piractwo weszło do świadomości tych, którzy je uprawiali. O ile Esquemeling używając słowa pirat, nie pisał o jakimkolwiek przekraczaniu prawa, o tyle kolejne dzienniki ukazują nam już, iż piraci zyskali poczucie nielegalności swych działań. Kiedy wyprawa Ringrose'a (czyli Sharpa) spotkała w roku 1682 angielską fregatę, bukanierzy ukrywali kim są, aby nie poszukiwano ich za uprawianie korsarstwa bez nadania (czyli piractwa). Początkowo ścigano właśnie za brak listów kaperskich i sprawdzano zawarte w nich uprawnienia. Nie tylko sądy miały jednak problem ze zdefiniowaniem piractwa. W roku 1686 mieszkańcy New Providence oskarżyli kapitanów Spragge'a i Needhama o piractwo, po tym jak ci splądrowali ich domy. Kapitanowie replikowali, iż walczyli z zamieszkałymi na wyspie piratami.
Grupy bukanierów przekraczające prawo, zaczęły oczekiwać na kolejne amnestie, bądź liczyły, że któryś z gubernatorów udzieli im pardonu. To właśnie wówczas zaczęły się doniesienia o łapówkach, wręczanych za przymykanie oczu na piracką działalność. W latach dziewięćdziesiątych stało się to już normą, piraci usiłowali kupić sobie wolność, jak choćby Avery na Jamajce . Podobne przypadki przekupstw ciągnęły się przez cały wiek XVIII, jak choćby w sprawie Edena i Teacha. Piraci zyskali świadomość, że złamali prawo. Kiedy w 1702 roku wyprawa Davisa spotkała kryjących się od lat w dżungli francuskich piratów, ci chętnie porzuciliby życie jakie wiedli, gdyby otrzymali pewny pardon .
W latach osiemdziesiątych XVII wieku piraci zyskali świadomość nielegalności swego zawodu.

              O ile w XVII wieku można jeszcze było wyplątać się z procesu, pomimo rozgłaszania publicznie swych wyczynów, jak kapitan Chinn, o tyle w wieku XVIII byłoby to po prostu niemożliwe. Stosowano jednakże domniemanie niewinności, zatem pirackie czyny trzeba było schwytanym udowodnić. Świadkami mogli być jedynie ludzie biali, świadectwa Indian i Murzynów w ogóle nie brano pod uwagę, zaś przez cały okres 1630-1730 łatwo było oczyścić się w sądzie nawet z zarzutu morderstwa, jeśli jego świadkiem był jedynie mulat. Po raz kolejny warto przyjrzeć się procesowi załogi Robertsa.
Jak wiemy wszyscy oskarżeni twierdzili, że są niewinni. Było to typowo obronne działanie. Podstawowym argumentem piratów było, iż do piractwa zmuszali ich Roberts i jego kwatermistrz. Przewodniczący sądu po usłyszeniu po raz kolejny takiego wyjaśnienia zadał proste pytanie: czemu piraci wybrali sobie kapitanem i kwatermistrzem ludzi, którzy do wszystkiego ich zmuszali? Na to piraci nie znaleźli już odpowiedzi. Brak dowodów, oraz fakt, iż nie zdążyli oni popełnić żadnego przestępstwa w rejonie gdzie ich schwytano sprawił, że oskarżono ich jedynie o walkę z okrętem Royal Navy. Nie można jednak wykluczyć, iż spora część sądzonych naprawdę nie uważała się za piratów. Sporo z nich zostało bowiem zwerbowanych na krótko przed bitwą. To właśnie oni powędrowali do więzień i na roboty. Świadkami w tej sprawie byli oczyszczeni z zarzutów grajkowie, których piraci siłą uprowadzili na pokład swojego statku tuż przed bitwą. Dwóch piratów uniewinniono, co było zapewne zwyczajowe, gdyż jako powód podano królewską łaskę, będącą swego rodzaju tradycją. W przypadku tego procesu nie da się powiedzieć, czy piraci rzeczywiście uważali się za niewinnych, czy też był to jedynie wybieg by uniknąć śmierci. To drugie wytłumaczenie, choć prawdopodobne, nie jest jednak do końca oczywiste. Podobnie bronili się piraci na innych procesach. Kiedy sąd na procesie Johna Augura przedstawił wyroki skazujące, część piratów przestała dowodzić swej niewinności i przyznała, że są słuszne. Sam John Augur poszedł na śmierć odmawiając przebrania zgodnie ze zwyczajem w białą koszulę, nieogolony i bez spowiedzi. Wypił ostatnią lampkę wina życząc cynicznie wszystkiego najlepszego Bahamom i gubernatorowi Rogersowi.

Podczas, gdy część piratów doskonale sobie sprawę z nielegalności swoich poczynań, część zapewne nie była świadoma, iż działa przeciw prawu.
Dopiero na przełomie XVII i XVIII wieku możemy mówić o piratach świadomych wszelkich minusów wykonywanej profesji, żyjących poza prawem, jak choćby grupa napotkana przez Davisa. W złotej erze możemy zauważyć inne zjawisko: działanie nie tyle pomimo istniejącego prawa, co wbrew niemu. Można nadać mu miano pirackiego antyautorytaryzmu, walki z prawami świata, który piraci porzucili. W XVII wieku piraci starali się nie zamykać sobie drogi do amnestii, teraz część z nich zdecydowanie ją odrzuca, dokonując rzeczy zdecydowanie wykluczających ze społeczeństwa.
Piraci lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych widzieli siebie jako część istniejącego systemu i działali w wyznaczonych przezeń granicach. Piraci złotej ery system ten kontestowali. Roberts powiesił na swym maszcie gubernatora Martyniki. Johnson zauważył, iż piraci stali się tak potężni, że nie przejmowali się prawem. Załoga Kennedy'ego wędrowała tłumnie po Irlandii, nie licząc się z tym, że w ten sposób łatwiej ich rozpoznać. Charles Vane ostrzelał okręt gubernatora Rogersa, a potem posłał mu list zapowiadający złożenie wizyty i spalenie floty, za to że ten śmiał go ścigać. Gwałtowny rozwój piractwa po wojnie o sukcesję hiszpańską sprawił, że morscy rabusie poczuli swą siłę. W wieku XVII nie mieliśmy do czynienia z psychologicznym poczuciem potęgi i stania ponad prawem. W XVIII piraci zdawali się nie bać niczego. Tak też postrzegało ich społeczeństwo. Łatwo dostrzec, iż pod maską niezwyciężoności kryje się coś więcej. Postrzegany przez społeczeństwo jako nieulękły, pirat obawiał się o swój los. Po roku 1718 właściwie przestano udzielać amnestii, zaś lata dwudzieste to czas ciągłych egzekucji. Piraci stracili szansę powrotu do społeczeństwa. Dlatego tym chętniej je odrzucili, czyniąc z tej manifestacji swój sztandar. Kpili z prawa: Roberts urządził jeńcom parodię procesu, jakie urządzano piratom. Podobnie postępiła załoga Thomasa Anstisa, odgrywająca na plaży przedstawienie z udziałem wybranych spośród siebie sądzonych i sądzących. Piraci skracali sobie wówczas (1723) czas w oczekiwaniu na odpowiedź na list posłany do Anglii z zapytaniem o amnestię. Okazała się odmowna, więc powrócili na morze. W obu procesach można dostrzec nie tylko chęć ośmieszenia systemu, lecz również próbę jego oswojenia, a przez śmiech chęć zapomnienia o groźbie, którą ze sobą niósł.
Przez sto lat zmieniło się więc prawo, postrzeganie i zwalczanie piractwa. Stosunek do niego ewoluował od zupełnego braku, poprzez akceptację i uczestnictwo w systemie, aż do zepchnięcia piractwa na margines. Część piratów żyła ze świadomością swojego losu, lecz czy wszyscy?