Rada Piratów

              Rada była stałym elementem życia piratów, funkcjonującym co najmniej od lat sześćdziesiątych XVII wieku. Jak pisał Esquemeling: Kiedy już wszyscy zgromadzą się na statku zastanawiają się nad wyborem miejsca, w którym należałoby załadować żywność. Wreszcie, gdy statek został już zaprowiantowany, zwołują następną naradę, aby postanowić dokąd się udać, by zdobyć jak największe łupy. Podczas tej narady ustalano zasady podziału, które spisywano w umowie.
              W trakcie wyprawy radę zwoływano równie często, zazwyczaj po odniesieniu jakiegoś zwycięstwa bądź porażki, kiedy piraci chcieli ustalić co robić dalej. Przedstawiano wówczas propozycje i poddawano je pod głosowanie, postępując zgodnie z decyzją większości. Kapitan zwoływał radę by zapytać o zdanie swoich ludzi. Rada ustalała dokąd wyruszyć , jak np. załoga Edwarda Englanda, która głosowała dokąd się udać po wyjściu w morze. Jeśli ktoś chciał, aby zrealizowano jego pomysł, również musiał przekonać do tego większość. Na radzie podejmowano również uchwały, by przeciwdziałać niezdyscyplinowaniu: za kradzież, tchórzostwo i pijaństwo będą wymierzane kary. Kary te bywały dość drastyczne: istniał rozkaz, wydany w dniu lądowania, aby zabić każdego, kto mógłby przeszkadzać w wyprawie. Jednak był tylko po to, by powstrzymać ludzi od zamarudzenia i schwytania przez Hiszpanów, którzy torturami mogliby odkryć nasz marsz. Spora część tych ustaleń wchodziła do pirackich umów.
Istniał jeszcze inny rodzaj rady. Obok zgromadzenia zwykłych bukanierów funkcjonowała rada kapitanów, zbierających się razem najczęściej przed walką, aby ustalić wspólny plan. Kapitanowie podejmowali jedynie decyzje dotyczące bitwy, co wiązało się z ich uprawnieniami. Rada kapitanów pojawiła się późno, Esquemeling jeszcze o niej nie wspomina. Jej zaistnienie wiązałbym z powolnym przechodzeniem bukanierstwa w piractwo morskie, bowiem zwyczaj radzenia oficerów przed bitwą znany był od dawna na morzu. Funkcjonował choćby w załodze Shelvocke'a. Czasem jednak kapitanowie nie potrafili się porozumieć, co było częstą przyczyną podziałów. Wśród zwykłych bukanierów awantury wybuchały zazwyczaj przy podziale łupu. Jeśli przegłosowani nie pogodzili się z decyzją, mogło dojść nawet do rozłamu w kompanii. Czasem dochodziło do sytuacji, w której dwie grupy po rozpadzie miały wciąż ten sam cel, zaczynał się więc wyścig o to, kto pierwszy zaatakuje wroga.